Po chwili, gdy opanowałam swój gniew, dodałam poważnym głosem.
- Skoro nie szukasz kłopotów to czemu panoszysz się tutaj?
- Jak już mówiłem, tylko przechodziłem. Nie miałem pojęcia, że zamieszkujesz te okolice. - dodał lekko zirytowany moim oburzeniem.
- Dla Twojej wiadomości nie jestem sama. Przebywasz na terenach Watahy Odmieńców. - wycedziłam przez zęby.
Zobaczyłam błysk w jego oczach. Mogłam się domyślić o co mu chodzi.
- Bla... bla... bla chcesz dołączyć? - wydukałam zniesmaczona tymi słowami.
Basior pokiwał łbem na tak.
- Więc żegnaj. - obróciłam się z zamiarem odejścia, lecz zostałam zatrzymana.
- Nie powiedziałaś mi jak się nazywasz.
- Satanica, mój drogi. - uśmiechnęłam się złowrogo i zostawiłam przybysza samego.
<Koniec>


